piątek, 10 kwietnia 2009

Synchronizacja

Te słowa ponizej zapisałam kilka dni temu a juz właściwie nieaktualne...

Samolot rozpołowił właśnie niebo dokładnie nad moją głową i przystankową ławką, na której siedzę.
Kiedy czekam w bezruchu na autobus, mijają mnie aż trzy biegnące osoby. Plamy potu na koszulkach to znak, że nie podbiegają właśnie na MPK, tylko uprawiają bieganie rekreacyjnie.

Wreszcie w ciągu kilku dni z zimy nagle zrobiło się lato. Jak radykalna zmiana witryny sklepowej.
A właściwie to jest jak w klimacie pustyni - poranne przymrozki i letni upał po południu.

Zaś wegetacja śpi wciąż jak misie w gawrach. Anomalia, rozbieżność Aury i Flory - dwóch sióstr, z których jedna nie nadąza za drugą.
------------
Z ostatniej chwili - Flora zdecydowanie podgoniła siostrzyczkę i wszystko na wyścigi wybucha zielenią.

A ja akurat kilka dni temu 'zgubiłam' aparat fotograficzny... Niedobrze.

środa, 25 marca 2009

Ćwiczenie uśmiechu


Podobno uparte ćwiczenie pewnych mięśni odpowiedzialnych za uśmiech z czasem wywołuje w mózgu reakcję taką samą jak przy prawdziwym, spontanicznym uśmiechu.

Ciekawe, czy zabobonne lepienie uchachanych gębuś też ma takie działanie?

Jak dawne nieporadnie tworzone gliniane figurki boginek zapewniających powodzenie i dostatek, tak ja mam ochotę dziś ulepić coś, cokolwiek, co zaklętym, niezdarnym uśmiechem, pośrednio zlepi w całość moje dzisiejsze niewesołe myśli.

Ale już wiem, że to nie ten grymas mi pomoże. Tylko prawdziwy uśmiech w kącikach dużych oczu, mojego małego człowieczka, dla którego z nie tak wielkim trudem, udaję, ze jest ... dobrze.


niedziela, 15 marca 2009

Czas - tik tak...


Przepis na kamuflaż: mech, las, plus ....Czas. Nawet nie wiadomo, co to było, prawdopodobnie fragment jakiegoś muru.



Jeden z moich typów na potencjalne wrota Czasu w okolicy... :) Masywne (kiedyś) drzwi do pustej działki.













Wiosna na działkach?


środa, 25 lutego 2009

Pies i widok na niebo

Pamiętam taką scenę z pewnego filmu. Nieco szalony wynalazca próbuje wytłumaczyć laikowi niezwykłość swojego odkrycia – możliwości podróży w czasie. Według niego pewne rzeczy są dla większości ludzi niepojęte, tak jak niemożliwe jest, aby w normalnych warunkach pies zobaczył tęczę. Psy nie widzą barw.
Czujemy upływ czasu, ale nie umiemy nad nim panować.
I nie wnikając w fizyczną naturę rzeczy, wynalazca objaśnia, że sam odkrywszy wrota czasu jest jak pies, który ujrzał tęczę. Tylko żaden inny pies mu w to nie uwierzył...
Tyle fikcji filmowej.

Kiedyś znów usłyszałam opowieść, że choć według pewnych uznanych zasad zwierzęta nie mogą doznać oświecenia, to podobno był przypadek, gdy pies, który obieg kilkakrotnie świątynię doświadczył czegoś w rodzaju oświecenia.
Budzi to mój uśmiech, ale może ma to być traktowane jak alegoria przekraczania ograniczeń, które ma każdy z nas?...

W zimowe poranki, zdarza mi się wyjść z psem, kiedy wszystko jest pokryte świeżo spadłym śniegiem. Pies zaczyna zachowywać się dziwnie...
Może przyczyną tej przemiany jest czystość i bezzapachowość świeżego śniegu, uwalniająca psa od ogromu bodźców? Taki puch to przecież istna „pustynia węchowa”. W każdych innych warunkach instynkt każe mu bezwarunkowo śledzić wszystkie trawnikowo-osiedlowe aromaty. Pies, nie myśląc, nie ma wyboru, rządzi nim tylko instynkt. W tych warunkach chyba zupełnie bezlitosny... Pewnie wachlarz zapachów go męczy, zmusza do ciągłej analizy, zwierzak wciąż musi badać po psiemu każde miejsce. Każde miejsce pełne wielu treści.

A tego ranka pies wbiegł wprost w wielką zaspę, ochoczo obwąchał po swojemu oznaczoną górkę śniegu i... stanął. Dalej wszystko było pokryte grubą, niewzruszoną warstwą śniegu padającego całą noc. Świat na chwilę litościwie odciął go od większości bodźców.

Ale w świecie nie ma pustki. Zawsze znajdzie się jakaś opcja „B”.
Pies stał, ale przez moment nie nasłuchiwał, ani nie wykonywał żadnej innej czynności. Zdawał się myśleć... Nagle uniósł głowę, utkwił wzrok w pustułkach przelatujących nad blokowiskiem, i dłuższą chwilę podążył za nimi wzrokiem, obserwując jak gonią mewy.
Przebłysk, olśnienie – nagłe uświadomienie sobie czegoś w innej sferze, na co kiedy indziej nie ma szans. Pustka, która wyzwala.
Dla jasności powiem, że potem wszystko wróciło do normy :). Ale moje wrażenie pozostało.
I pomyślałam wtedy – może my też uwolnijmy się czasem od natłoku tego co w nas i poza nami. Mając świadomość – naszą przewagę nad zwierzętami – potrafimy celowo odciąć się od tłumu widoków i dźwięków świata.
Przestańmy na chwilę rutynowo robić co każe nam „instynkt”, wyuczone poczucie obowiązku, rola przez nas spełniana, czy wpojone poczucie winy, które pojawia się zaraz, gdy popadamy w bezczynność.
W tej pustce spójrzmy spokojnie w siebie, odrzućmy nerwowe migawki, że przecież trzeba teraz coś robić...
Jeszcze minutę temu współczesny świat był jak osiedlowy trawnik dla psa, a w nas samych było tyle nakazów, przyzwyczajeń, norm, wyobrażeń...

A teraz chwila oczyszczenia w próżni bodźców. Przebłysk.
Nie bójmy się pustki, ona pozwala rozkwitać. Wypełni się na pewno...

środa, 18 lutego 2009

Nie wiesz co zrobić z rękami?...


Podróz w czasie do ery pierwszych lotów kosmicznych i zupek w proszku. Miejsce: łazienka w jednym z budynków Politechniki Wrocławskiej. Bo to przeciez szczyt techniki - napis na niej głosi: "Samoczynna suszarka do rąk. Włozyć otwarte dłonie to otworu suszarki i wykonywać nimi powolne obroty"...

Mozna probowac, ale zasilanie chyba jakieś niedzisiejsze, bo nie działa. :(


Białe szaleństwo na ...rowerze


Weekend w lutym w Szklarskiej Porębie to nie tylko stado kolorowych narciarzy dokoła. Może się też trafić rowerzysta. :) Ten miał krótkie spodenki, T-shirt i kominiarkę. Temperatura wokół - nieco ponizej zera. Jest ...FAJNIE!

poniedziałek, 12 stycznia 2009

Wehikuł

Tylko o tej porze dnia i w tym miejscu ludzie mogą być tak blisko siebie, nie zauważając się zupełnie.
Tylko teraz trzymają swoje codzienne maski księgowych, nauczycielek, urzędników... w kieszeniach, razem z czapką.
Twarze zaspane, nieobecne, czasem uśmiechnięte w zamyśleniu, czasem rysy rozmyte, bo jeszcze nie uruchomił się tryb pracownika, który działa jak lifting i twarz dopasowuje do roli.
Kołysani miarowo,
Przekornie usypiani, choć pora obudzić się na dobre...

Aż wreszcie przekraczają drzwi ciepłego wehikułu i robią krok na zewnątrz. To metamorfoza. Wreszcie naciągają swoją powszednią maskę wraz z czapka, beretem...

Szybkie rozprasowanie na niej poweekendowych zagnieceń i... start.

(6:47 rano, poniedziałek, Autobus w drodze do centrum miasta)

sobota, 20 grudnia 2008

poniedziałek, 8 grudnia 2008

... Pustka.

Przemijanie oczami trzylatki

Pytania, na które nie umiemy teraz odpowiadac zbyt pewnie
Nasz smutek, którego nie chcemy całkiem ukrywać
Jej naturalność w przyjmowaniu naszych odpowiedzi na te TRUDNE pytania...

Pokazując paluszkiem, przybierając poważną minę:

A Babcia jest teraz TU (paluszek między mnie i nią samą) czy TAM (paluszek w niebo)?

...

'Mamo, a kiedy ja będę pieskiem, to tez będę mieć taka miskę?' - automatycznie mam chęć sprostować, że jeśli jest się człowiekiem, to nie będzie się... Ale zaraz zaraz, co ja tam wiem...

I już bardziej otwarcie słucham tych trzyletnich przebłysków o możliwości reinkarnacji (choć oczywiście słowo to samo nie pojawia się nawet na chwilę w jej myslach, nie w tej postaci):

"Mamusiu, a kiedy ja byłam kwiatkiem, to..."

A Ty, ja, Wy - czy jesteśmy pewni, że to niemożliwe?

-----
Kilka dni temu, 4 grudnia, w swoje imieniny, po bohaterskiej walce z chorobą, zmarła moja Teściowa. Ale nigdy nie zgodzę z kimś, kto probowałby powiedzieć, że tę walkę przegrała. Wygrywała cały czas, do samego końca...

niedziela, 23 listopada 2008

Pory roku pędzą a ja probuje je gonic


Lato, jesień, zaraz zima...
Właśnie złapałam sie na zamiarze powiedzenia tego, że 'ostatnio mam mało czasu', ale to by było zuchwałe - czasu nikt nie może mieć, tylko sie w niego wplatamy...

wtorek, 7 października 2008

Nike - jak moglo byc inaczej!

Ciesze sie jakbym sama dostała nagrode... Gratulacje dla Olgi Tokarczuk. Z całego serca, z maksymalnym zaangażowaniem... Chcialabym ja uściskać osobiście... :):):) Ale skoro teraz nie mogę, to... nie wiem co zrobić. Ale wymyślę!... :)

piątek, 19 września 2008

Wyciągasz farby ...


...Lub plastelinę na przekór szarości. Jedno z 16 zdjęć tych samych wałeczków plasteliny, wszystkie fotki zrobione przez moją małą trzyletnią fotografkę. :)

czwartek, 11 września 2008

7 lat później, wciąż żyjemy


Mglisty Kozanów

To osiedle przed świtem jest zupełnie bezbronne. Co z tego, że zamieszkują je tysiące ludzi, skoro o tej porze zanurzeni tkwią jeszcze w mlecznym, zbiorowym śnie. Rozgrzane snem norki, dziuple i klitki, zaparowane okienka.
Ul jeszcze nie brzęczy.

W porze przedświtu o panowanie nad tym ulem walczą sobie po cichu żywioły.
Rzeka, ta wielka majestatyczna Odra, wypełza po cichu z koryta i doliną, przez łąki i lasy podchodzi aż pod garaże bloków, czasem zajrzy w okna niższych pięter.
Rzeka, której nie przystoi ciekawość, nie robi już tego tak spektakularnie jak kilkanaście lat temu w czasie wielkiej powodzi. Nie wdziera się w sam środek ludzkiej osady. Teraz delikatnie próbuje zbratać się z powietrzem i niewidocznym jeszcze słońcem, przybierając postać mgły. W takiej samej kolejności wypełnia zagłębienia, jak wtedy dosłowna i dosadna rzeczna woda. Ale teraz rzeka woli unikać jednoznaczności.

Będąc mgłą - w tym samym czasie jest i jej nie ma. Nieliczni, zaspani jeszcze mieszkańcy, zanurzając się w ten mariaż żywiołów mogą go prawie nie zauważyć. Skurczą się tylko w sobie w przenikliwym chłodzie, podniosą kołnierz i pójdą dalej.

A Odra snuje nieskromne marzenia o byciu groźną, szeroko rozlaną, majestatyczną megarzeką a jednocześnie nie chce oddać swojego eterycznego uroku z pory przedświtu. I tak sunąc omiata zapachem szuwarów parkingi i wiaty przystankowe; pochłania dźwięki i bawi się kroplami na dziecięcych zjeżdżalniach.

Ale trwa to krótko, tylko dopóki słońce nie zacznie dominować w tym burzliwym związku. Wtedy mgliste tiule rozpuszczają się w powietrzu, rzeka wstydliwie wraca na swoje miejsce i udaje, że jej temperament to tylko plotki.
Do następnego razu...

PS. ...A resztki mglistych koronek barbarzyńsko pochłaniają ziewający na przystankach ludzie.

poniedziałek, 11 sierpnia 2008

Czarna skrzynka

Kilka dni temu, na kontrolnych badaniach lekarskich do pracy niespodziewanie spotkało mnie coś takiego - siedziałam w kabinie, małej, zamkniętej odizolowanej od reszty pomieszczenia, czarnej w środku, wyłożonej miękkim materiałem. Chodziło o badanie wzroku, ale pięć minut, które tam spędziłam w całkowitej ciemności, aby przyzwyczaić wzrok do mroku, miało dla mnie znaczenie wręcz terapeutyczne. Cisza, zaburzona tylko monotonnym mruczeniem wentylatora, wyłączenie się zupełne ze świata... Utrata rachuby czasu już po chwili.
I te kilka minut wystarczyło, abym po całym dniu bieganiny, telefonów, superważnych zadań, problemów do rozwiązania i wyborów "co ważniejsze, co pilniejsze" - abym teraz wyszła jak nowo narodzona. Zupełna regeneracja.
A może miałoby sens, żeby obok tych wszystkich współczesnych świątyń: klubów fitness, barów tlenowych, kafejek internetowych i... publicznych toalet, stanęły czarne budki wymoszczone aksamitem, łonopodobne, małe enklawy spokoju, gdzie reglamentuje się towar luksusowy - spokój, ciszę i kontakt ze sobą samym.
Na dworcach, w biurach, lotniskach i marketach...
Życie: Play - pauza i znów play. Z nową siłą.

sobota, 26 lipca 2008