poniedziałek, 7 czerwca 2010

Miejsce do monitorowania powodzi...



... z dobrym widokiem, tanio wynajmę :)


Poważnie to w ostatnich tygodniach, ten zakątek osiedla znów trafił na usta całej Polski i chociaż w wielu innych miejscach w Polsce zdarzyły się i dzieją wciąz ogromne tragedie, to Kozanów wywoływał skojarzenia i uruchamiał emocje, których źródła tkwią w powodzi sprzed 13 lat, chociaz skala zniszczeń była teraz przecież niewielka. Dowód na moc mediów i wierność mitom?...


Pierwsza fala zaskoczyła, wiadomo... na drugą przygotowani byli wszyscy. Ale ta taka... słaba była... Fotki dla miłośników straży pożarnej i wojska.








To skrzyzowanie było w te dni celem wielu spacerów mieszkańców okolic (zrozumiała obawa) i osób z dalszych stron (dająca sie wytłumaczyć ciekawość). Wycieczki samochodowe, rowerowe, z pieskami, dziecmi, krewnymi spoza miasta. Rzadko tu takie tłumy bywają...

A wciąz opóźniająca się fala kulminacyjna, sprawiała, ze napięcie rosło, piwo w promocyjnej cenie z osiedlowej Biedronki znikało pite "w oczekiwaniu na" w grupkach, parach, byle w miejscu z widokiem na stronę, z której nadejść ma... fala. A pod wieczór zapadła cisza. Nie wiem, czy to mnie się wydawała ona wypełniona nerwowym wyczekiwaniem, nie wiem czy ludzie spali...

Cisza jednak nie trwała długo. Śpiąc przy otwartym oknie, jako, że noc zasłużyła wreszcie swą temperatura na miano czerwcowej, czułam się jak na wczasach nad nie byle jakim jeziorem. Na zalanych powodzią ogródkach działkowych żaby urządzały na wyścigi taką serię koncertów, jakby czuły, ze ich obecne lokum to tylko tymczasowa sprawa i trzeba korzystać póki ludzie zajęci są czyms innym... Zanim słońce osuszy bagienko, albo nim ktoś wpadnie na pomysł wypompowania wody, one tu szybko... następne pokolenie zabek, wiadomo, czasy niepewne, oczek wodnych jak na lekarstwo.

Przyroda nie zna pustki, nie wyjdzie w tym roku marchewka ani ogórki, za to kijanki będą pierwsza klasa! :)

Brak komentarzy: