poniedziałek, 18 stycznia 2010

Ile waży śnieżny puch

Na ulubionym targowisku, gdzie czas się zatrzymał. Po pierwszym ataku zimy. Po drugim - zapadł się dach. Z w a z y w s z y na ilość śniegu, to sprawa wielkiej w a g i.

Sprzed Świąt

Nie była to miss choinek, ale cała akcja wybierania jej, kupowania i przewożenia do domu na sankach, intensywny zapach lasu w domu po zapaleniu lampek.... Cudo.

wtorek, 10 listopada 2009

Podstawa programowa to podstawa!

Świat (mój świat :)) idzie czasem w dziwnym kierunku. Ostatnio dowiedziałam się, ze jezdząc z dzieckiem autobusem lub tramwajem spełnia się jeden z punktów nowej podstawy programowej wychowania przedszkolnego. Podobno obecnie juz "większość" dzieci nie wie co to środki transportu zbiorowego i jak się tam zachować - totalna egzotyka. Wnioski? Dziwna ta większość według mnie... Ja owszem dziecku memu zapewniam tę wiedzę praktyczną i trochę innych szkrabów równiez widzę po drodze.
A jeśli się mylę, to... biedne izolowane istotki, pod kloszem, w ciepłych, niezawodnych autach rodziców. Podwiezione od drzwi do drzwi. Próba zapewnienia bezpiecznego azylu wolnego od nieprzewidywalności MPK. Ale... brak ludzi, którym mozna się przyjrzec w autobusie. Brak zdrowego porannego marszu na przystanek... Kokon, który moze owocować bezradnością, gdy wreszcie kiedyś przyjdzie małemu człowiekowi pojechać tramwajem z przesiadką :).
A przecież ...wszystkiego być powinno w umiarze.

Może stąd biorą się potem te niesamodzielne kobiety, które trzeba podwozić do lekarza, fryzjera, sklepu, koleżanki i pracy oczywiście. Te, którym to się wydaje naturalne bez względu na okoliczności.
Może stąd wyrastają rzesze mężczyzn, co to nie potrafią przejść paru kroków piechotą i jadą samochodem choćby do kiosku na rogu po gazetę.

Ja osobiście zdecydowanie jestem za różnorodnością. Jest czas na matczyną ochronę przed niebezpieczeństwami, ale też na smakowanie, doświadczanie świata. Trzeba sobie radzić w dżungli, tej miejskiej także. I tego chcę uczyć.

wtorek, 27 października 2009

Jednostki czasu na Kozanowie


Kropla drązy skałę, a osiedlowe latarnie są toczone przez hektolitry psiego moczu.

Mierne trawniczki się nie liczą, za to kilka słupów oświetleniowych to świetne punkty graniczne. Granic terytoriów nakłada się kilkadziesiąt lub nawet kilkaset, bo bloki dookoła, setki klatek-mieszkań, w co trzeciej: pies, piesek, psisko. Dzień za dniem, w rytm skróconych do minimum spacerów, słup w pewnej strefie nad ziemią przyjmuje co chwilę kolejną dawkę trucizny, a kazda przybliza go do śmierci. Destrukcja - czas mijający na blokowisku.

Metal kontra lata terytorialnych zapędów.

Wreszcie korozja, słabe punkty, silniejszy podmuch międzyblokowego przeciągu i słup pada na trawę.

Ale czas nie staje nigdy. Juz pojawi się lada moment nowe wyzwanie - nowy słup graniczny. Nowa era.

Powrót do początku


O wszyscy poczęci szczęśliwie! :)))))

Podstępy postępu


Patrzę i nie wierzę. Przystań jachtowa koło Uniwersytetu? A podobno wokół Rynku trudno zaparkować... :)

Dziura w niebie


Notki z lata '09

Nie wiem dlaczego zamiast pisać tu, czasem jednak piszę gdzieś na kartkach. Potem to gubię. A... potem znajduję.

"O czym mamy gadać? O pogodzie?!..."

Są sytuacje i warunki, gdy ludzie dostają moralną dyspensę na rozmowy o pogodzie. Przestają one być czczą wymianą utartych zwrotów, zapchajdziurą stresujących chwil ciszy, gdy nie klei się rozmowa. Dyskusje o frontach atmosferycznych nabierają prawdziwie wojennego charakteru a prognozy, tak jak dawniej, gromadzą całe rodziny przed telewizorem. Od kilku tygodni panuje niepisane zezwolenie na to, aby jawnie bać się tego, czy znów będzie padać.

Bo teraz to coś więcej niż strach przed nieudanym banalnym grillem czy przemoczonym ubraniem. Stawką teraz jest to, czy czyjś dom będzie zagrożony powodzią, czy ktoś straci dorobek życia... Wszechmocny żywioł znów wprawia ludzi w rozpacz. Jedni się tłumaczą, inni załamują ręce.

A my wstydzimy się przyznać przed sobą, że mając tyle kontroli nad życiem i "naszym" światem, jesteśmy czasem tak samo bezradni jak nasi przodkowie w chatach krytych mchem i słomą. Tylko nam jest trudniej, bo niepotrzebnie wymyśliliśmy sobie, że jest inaczej.

środa, 3 czerwca 2009

20 lat po upadku komunizmu - a jednak...


Godz. 6.20 rano, kolejka do rejestracji w przychodni podstawowej opieki zdrowotnej.


Dla Mojej Babci

Dziś, w czwartą rocznicę odejścia mojej Babci śpiewałam z moją córeczką a Jej prawnuczką piosenkę, którą, jak pamiętam, ona mi śpiewała...

"Czerwone jabłuszko, przekrojone na krzyż, czemu ty dziewczyno..."
I jeszcze "Gąskie moje..."

Chociaz boli mnie gardło opanowane akurat anginą, śpiewamy razem, najładniej jak się da...

piątek, 15 maja 2009

Kiedy następny rejs...?

Zamknij oczy...
Kręci mi się w głowie.

Zgadnij co to za miejsce.
Wszechobecny smolisty zapach dymu z papierosów. W dzisiejszych czasach nie czuć czy tanich czy nie.
Wokół woń alkoholu, wymieszana: i ta wczorajsza i ta świeża - z dziś - gatunków wszelkich...
Za to perfumowanie w większości wczorajsze. Najtrwalsze nuty zapachowe do złudzenia przypominają odór potu...
Gwar, podekscytowane głosy. Co chwilę ktoś rzuci jakiś żart i tłumek zaczyna szemrać lub też falować śmiechem...
Ale to nie jest portowa knajpa. Pozory mylą.

Otwórz oczy, otwórz.
To Urząd Pracy w Dużym Mieście. Poniedziałek rano, czas rejestracji bezrobotnych.
Nie tylko marynarzy.

piątek, 10 kwietnia 2009

Synchronizacja

Te słowa ponizej zapisałam kilka dni temu a juz właściwie nieaktualne...

Samolot rozpołowił właśnie niebo dokładnie nad moją głową i przystankową ławką, na której siedzę.
Kiedy czekam w bezruchu na autobus, mijają mnie aż trzy biegnące osoby. Plamy potu na koszulkach to znak, że nie podbiegają właśnie na MPK, tylko uprawiają bieganie rekreacyjnie.

Wreszcie w ciągu kilku dni z zimy nagle zrobiło się lato. Jak radykalna zmiana witryny sklepowej.
A właściwie to jest jak w klimacie pustyni - poranne przymrozki i letni upał po południu.

Zaś wegetacja śpi wciąż jak misie w gawrach. Anomalia, rozbieżność Aury i Flory - dwóch sióstr, z których jedna nie nadąza za drugą.
------------
Z ostatniej chwili - Flora zdecydowanie podgoniła siostrzyczkę i wszystko na wyścigi wybucha zielenią.

A ja akurat kilka dni temu 'zgubiłam' aparat fotograficzny... Niedobrze.

środa, 25 marca 2009

Ćwiczenie uśmiechu


Podobno uparte ćwiczenie pewnych mięśni odpowiedzialnych za uśmiech z czasem wywołuje w mózgu reakcję taką samą jak przy prawdziwym, spontanicznym uśmiechu.

Ciekawe, czy zabobonne lepienie uchachanych gębuś też ma takie działanie?

Jak dawne nieporadnie tworzone gliniane figurki boginek zapewniających powodzenie i dostatek, tak ja mam ochotę dziś ulepić coś, cokolwiek, co zaklętym, niezdarnym uśmiechem, pośrednio zlepi w całość moje dzisiejsze niewesołe myśli.

Ale już wiem, że to nie ten grymas mi pomoże. Tylko prawdziwy uśmiech w kącikach dużych oczu, mojego małego człowieczka, dla którego z nie tak wielkim trudem, udaję, ze jest ... dobrze.