poniedziałek, 29 sierpnia 2011
Wojna Klonów :)
Na jednym ze skwerków w Szklarskiej Porębie jest szachownica ułożona z dwukolorowych płyt chodnikowych, a na niej ponad metrowe figury szachowe z prętów zbrojeniowych.
Wakacyjny deszczowy dzień. Mimo mżawki po szachownicy wolno kroczą, raz ruchem konika, a raz wieży, dwie postacie w identycznych kurtkach.
Przystaję. Patrzę.
Dwaj chłopcy przypominający z wyglądu Harry'ego Pottera z wczesnych lat, w jednakowych okularach, a każdy z taką samą, nad wiek poważną i skupioną miną.
Obmyślają ruchy.
Co za ironia natury.
Bliźnięta jednojajowe grają przeciwko sobie w szachy.
Ciekawe na ile potrafią przewidzieć swoje wzajemne a troche jakby swoje własne posunięcia...
piątek, 26 sierpnia 2011
Aromat kwiatowy identyczny z naturalnym
Olivier Sacks pisał kiedyś o synestezji, czyli dosłownym mieszaniu zmysłów u niektórych osób. To, co w sztuce bywa przenośnią, nieliczni mają dosłownie i na co dzień - czują zapach kolorów, widzą muzykę. Rzeczywistość jest dla nich gęsta i pełna treści, ale czasem musi być trudno.
A większości ludzi pozostają sztuczki umysłu oparte o skojarzenia. Gdy widzisz zdjęcie ulubionej potrawy, czujesz jej smak. A gdy słuchasz dźwięków, które coś znaczą, widzisz kojarzące się obrazy. Wspomnienia i aktualne przeżycia - w naszym mózgu zyją zgodnie w wiecznym teraz.
Kiedy, jak co roku, wpatrywałam się w nocne sierpniowe niebo, licząc ze Perseidy objawią choć jeden meteoryt w zasięgu mojego wzroku, znów czułam zapach maciejki. Nieracjonalnie - sprawdzilam, nie mogło jej być w kazdym miejscu, skąd obserwowałam gwiazdy.... Nie w centrum miasta, nie w miejskim zapuszczonym parku.
Jako dziewczynka, podczas prawdziwych wiejskich wakacji, prosiłam rodziców, aby pozwolili mi wyjść wieczorem przed dom babci, popatrzeć na rozgwieżdżone niebo. Gwiazdy z dala od miasta, co więcej - na samym na skraju wioski, nie miały zadnej świetlnej konkurencji. Ciemność nocy i rozświetlone przestrzenne niebo.
Nie trzeba znać się na gwiazdozbiorach, aby podziwiać ogrom kosmosu. Stojąc w kapciach i flanelowej koszulce nocnej patrzyłam z zapartym tchem na pędzące co jakiś czas meteoryty. Świetlisty punkt nie był wtedy dla mnie okazją do wypowiedzenia życzenia - on był spełnieniem marzenia sam w sobie!
Stałam tak przed sienią drżąc i równym podziwem darzyłam wtedy tę migającą kopułę nade mną, co pobliski las - niewyobrażalnie ciemny i pełen mlaśnięć, skrzypnięć oraz tupania. Woda w rzece zaraz za ogrodem, sądząc po dźwiękach, nocą nabierała gęstości i czerni, rozlewając się swobodnie. Ostrzegawczy plusk wyznaczał granicę i bronił dostępu do rozległej leśnej krainy za rzeką.
W tym samym czasie drobne kwiatki ogrodowej maciejki wpatrywały się w górę, w ich odlegle mrugające koleżanki, na ogromnej granatowej niebnej tapecie i robiły to, co potrafiły najlepiej - pachniały jak szalone.
- Oj, zimno ci już, chodź, idziemy do domu. - mówiła mama.
- Nie, jeszcze troszkę... - odpowiadałam.
I wracając do ciepłego domu, ostatnie co słyszałam to szczekanie psów spod jeszcze dalszego lasu.
Rano maciejka wyglądała już niepozornie a po gwiazdach i Perseidach nie było śladu.
niedziela, 31 lipca 2011
wtorek, 5 lipca 2011
środa, 4 maja 2011
Supełki
Ktoś chciał zatrzymać to, co powinno było odejść.
Ale "chwytanie dnia" nie może polegać na wiązaniu supełków i kurczowym trzymaniu się przeszłości...
Ps. Byłam w tym samym miejscu dwa tygodnie poźniej. Wokół burza palczastej zieleni kasztanowca. Supełek, ledwo widoczny, dalej tkwił. Ale sam, bez jesiennego liścia. Bo po dawnych sprawach z czasem zostają tylko supełki, a obok mnóstwo miejsca na nowe.
czwartek, 21 kwietnia 2011
Lustrzane bliźniaczki
Z Obserwacji.
Dwie kobiety. O, w tym wydają się naprawdę podobne. Obie świetnie radzą sobie z mężczyznami.
Są przez nich raczej lubiane (och, kto to wie...), na pewno zauważane, a po cichu Wam powiem, że mężczyźni obu ich się nieco boją. Można to też nazwać szacunkiem na zapas.
Męski osobnik po prostu czuje się przy nich trochę bezwolny i po kryjomu, gdy One tego nie widzą, sprawdza czy nie plączą mu się gdzieś za plecami marionetkowe sznurki.
Obie trafiają w sedno męskiego humoru, sprawnie potrafią wybrnąć z niewybrednego żartu. Tak, że faceci muszą kolejną kąśliwą uwagą maskować cichy podziw.
Każda z nich jest zmienna, lecz z umiarem. Na tyle, aby trzymać obrany kurs, ale też by nie być zbyt przewidywalną dla mężczyzn.
A jednak Pierwsza nauczyła się tego wszystkiego w komforcie nierozsądnej miłości Tatusia. Zawsze wychwalana, chuchana i rozpieszczana przez Ojca, bardzo wcześnie chwyciła za sznurki. Pewna swej władzy rozszerzała ją na chłopców z placu zabaw, kolegów ze szkoły, znajomych ze studiów. Równolegle z tytułem magistra, broniła już doktoratu w sprawowaniu władzy nad mężczyznami... Świat był dla niej teraz równie przyjaznym placem zabaw jak w dzieciństwie, tylko znacznie większym.
A Druga mozolnie odkrywała tajniki męskiej natury. Choć słyszała, że nie ma tam zagadek i wszystko jest proste, zgłębiała dalej. Wtapiała się w chłopięce zabawy, gardziła sukienkami i wyciągała robaki z błota. Skoro jej Ojciec mógł patrzeć przez nią na wskroś w telewizor, musiała widocznie nie istnieć. Zazdrościła więc chłopcom, że istnieją. Pilnie pracowała by stać się Kimś. A gdy faceci już zaufali jej jak "swojej", zaczęła jeszcze głębiej w kieszeni chować kobiecą intuicję. Swoboda i luz, oto co ma być na wierzchu.
Obie spotkały się w jednym punkcie. Mogłyby sprawować władzę absolutną nad mężczyznami.
Gdyby tylko Pierwsza nie czuła do nich pogardy.
Gdyby Druga nie podziwiała ich tak bardzo.
wtorek, 19 kwietnia 2011
sobota, 5 lutego 2011
czwartek, 3 lutego 2011
poniedziałek, 31 stycznia 2011
Deja vu pokoleń
Kilka dni temu w Wiadomościach podano informację o śmierci kolejnego polskiego żołnierza stacjonującego w Afganistanie. Krótkie komentarze, sylwetka żołnierza, żal... I sceny z afgańskiej ziemi... Nie wiedząc dokładnie co pokażą, odruchowo zagaduję córeczkę rysującą przy stole. Niech nie dojdzie do niej widok czegoś okrutnego, strasznego...
I nagle mam wizję z przeszłości.
To ja - kilkuletnia dziewczynka siedzę na dywanie, bawię się ciężarówką, wożę klocki. W pokoju półmrok, a po dywanie snują się światła z ekranu czarno-białego telewizora.
W ówczesnym Dzienniku Telewizyjnym relacja z wojny w Afganistanie. Sceny zakurzonych czołgów, ciężarówek. I infomacja o ofiarach okraszona odpowiednim komentarzem ideologicznym. Dziwnie brzmiące nazwiska przykuwają moją uwagę i podnoszę głowę, a moja mama odruchowo zagaduje mnie o czymś innym, abym nie dostrzegła krwawych scen...
Bo krew w czarno-białym telewizorze jest tak samo straszna.
Kolejne pokolenie, inne strony w wojnie, inne rodzaje broni.
Ale wrazenie, że "to już było" - jest nie do powstrzymania...
- - -
(...) Przegrywamy każdą wojnę kiedy zaczynamy ją,
A ci, którzy przyjdą po nas, już nie wiedzą o co szło (...)"
z tekstu piosenki A. M. Jopek
I nagle mam wizję z przeszłości.
To ja - kilkuletnia dziewczynka siedzę na dywanie, bawię się ciężarówką, wożę klocki. W pokoju półmrok, a po dywanie snują się światła z ekranu czarno-białego telewizora.
W ówczesnym Dzienniku Telewizyjnym relacja z wojny w Afganistanie. Sceny zakurzonych czołgów, ciężarówek. I infomacja o ofiarach okraszona odpowiednim komentarzem ideologicznym. Dziwnie brzmiące nazwiska przykuwają moją uwagę i podnoszę głowę, a moja mama odruchowo zagaduje mnie o czymś innym, abym nie dostrzegła krwawych scen...
Bo krew w czarno-białym telewizorze jest tak samo straszna.
Kolejne pokolenie, inne strony w wojnie, inne rodzaje broni.
Ale wrazenie, że "to już było" - jest nie do powstrzymania...
- - -
(...) Przegrywamy każdą wojnę kiedy zaczynamy ją,
A ci, którzy przyjdą po nas, już nie wiedzą o co szło (...)"
z tekstu piosenki A. M. Jopek
niedziela, 30 stycznia 2011
sobota, 29 stycznia 2011
Ale lipa...
Wiedziałam, że to się stanie. Na pewno prędzej niż później... I w ramach budowy szybkiego tramwaju na Kozanów wycięto właśnie sporo drzew. Głównie lipy wzdłuz dawnej brukowanej drogi.
I mimo że wiem, ze to bylo konieczne,
że stoje w tych korkach teraz, ktore maja sie trochę rozladować,
że to zadne "cenne" drzewa,
że niektorzy mowia, ze dawno ich tam nie powinno byc...
To mnie jest żal. I już.
Bez względu na to, jak nowoczesnego środka transportu człowiek tam nie umieści, to nie będzie już w tym miejscu najskuteczniejszego ekranu oddzielającego ruchliwą ulicę Pilczycką od ludzkich mieszkań.
Nie będzie niestety już także pachnącej w lipcu bariery z zółtych lipowych kwiatów i bzyczących zagłuszaczy aut. Ale to juz zupełnie nierozsądna uwaga...
Rzeczowo sprawa wygląda tak:
http://www.wroclaw.pl/tramwajem_na_kozanow,.dhtml
I mimo że wiem, ze to bylo konieczne,
że stoje w tych korkach teraz, ktore maja sie trochę rozladować,
że to zadne "cenne" drzewa,
że niektorzy mowia, ze dawno ich tam nie powinno byc...
To mnie jest żal. I już.
Bez względu na to, jak nowoczesnego środka transportu człowiek tam nie umieści, to nie będzie już w tym miejscu najskuteczniejszego ekranu oddzielającego ruchliwą ulicę Pilczycką od ludzkich mieszkań.
Nie będzie niestety już także pachnącej w lipcu bariery z zółtych lipowych kwiatów i bzyczących zagłuszaczy aut. Ale to juz zupełnie nierozsądna uwaga...
Rzeczowo sprawa wygląda tak:
http://www.wroclaw.pl/tramwajem_na_kozanow,.dhtml
wtorek, 4 stycznia 2011
Na szczęście
W każdym razie słonie wyglądały na zadowolone (wywijały trąbami), więc myślę, że mogą nam wszystkim przynieść mnóstwo szczęścia.
Życzmy sobie bycia szczęśliwymi w tym zupełnie nowym, świeżutkim jeszcze roku 2011.
Zaćmieni
Kto dziś nie zaobserwował chociaż przez chwilę zaćmienia słońca - niech żałuje... Wszystkie zjawiska przyrody są niezwykłe, ale takie spektakularne jak to wywołuje we mnie jakiś taki dreszcz... Uświadomienie sobie po raz kolejny że jestem malutkim okruchem we wszechświecie, który obserwuje sobie "nieco" większe skupisko okruchów (Księżyc), które zasłania jeszcze większą grudę materii (Słońce). Dla mnie to zupełnie nieprzygnębiające uczucie - wręcz przeciwnie!
W maksymalnym zaćmieniu tarcza Słońca zasłonięta była w Polsce do ponad 70% i widać było dziwny półmrok, inny niż ten spowodowany przez chmury zasłaniajace poranne niebo.
Zastanawia mnie ilu pędzących ludzi, zamotanych w swoje życiowe kłębki, nawet nie dostrzegło tej zmiany. Że nasza Gwiazda, dzięki której istnieje Życie na naszej Planecie w trzech czwartych przygasiła się na czas jakiś.
Współczuję tym Zaćmionym ludziom :).
I z piosenki Katarzyny Groniec:
Gdzieś na skraju mlecznej drogi,
Gdzie straszliwe rządzą moce,
Gdzie się czają czarne dziury,
Skwierczy gwiazda zwana Słońcem;
I nie myśli o nas wcale,
I pojęcia nawet nie ma,
ze o parę kroków dalej,
Zyje sobie jakaś Ziemia (...)
W maksymalnym zaćmieniu tarcza Słońca zasłonięta była w Polsce do ponad 70% i widać było dziwny półmrok, inny niż ten spowodowany przez chmury zasłaniajace poranne niebo.
Zastanawia mnie ilu pędzących ludzi, zamotanych w swoje życiowe kłębki, nawet nie dostrzegło tej zmiany. Że nasza Gwiazda, dzięki której istnieje Życie na naszej Planecie w trzech czwartych przygasiła się na czas jakiś.
Współczuję tym Zaćmionym ludziom :).
I z piosenki Katarzyny Groniec:
Gdzieś na skraju mlecznej drogi,
Gdzie straszliwe rządzą moce,
Gdzie się czają czarne dziury,
Skwierczy gwiazda zwana Słońcem;
I nie myśli o nas wcale,
I pojęcia nawet nie ma,
ze o parę kroków dalej,
Zyje sobie jakaś Ziemia (...)
piątek, 26 listopada 2010
Tekstura świata
Stoję, a przede mną swiat. Miękki, kolorowy, prawie jak mapa.
Nad głową Turcja. Po lewej ręce Argentyna. Po prawej Chiny, Indonezja.
Wszystko na wyciągnięcie ręki.
Na dole Indie.
Sprawdzam - ta w paski ma 100% bawełny, ale w sumie brzydka...
I Chiny odpadają.
Jedno wyciągnięcie ręki i Malezja czy Indonezja już będzie w moim władaniu.
Ale... ten szalik ma krzywe wykończenie. Malezja spada w rankingach.
Globalna wioska spogląda na mnie z wyrzutem oczami słabo opłacanych robotników.
Nie pamiętam już jaki to sklep. Czy H&M czy B&G, czy C&A...
Na jednej ścianie wisi cała kolekcja. Skarpetki, czapki, bluzki, spodnie... a każde z innego kraju - jak galeria widokówek z podrózy po egzotycznych fabrykach. Metki błyszczą jak znaczki pocztowe.
Stoję przed tekstylną mapą światowych możliwości dużej sieci handlowej.
Zapominam w jakim jestem mieście, bo to nie ma znaczenia.
Jestem obywatelem zunifikowanej ziemi niczyjej, pod protektoratem H&M, B&G, czy C&A...
Nad głową Turcja. Po lewej ręce Argentyna. Po prawej Chiny, Indonezja.
Wszystko na wyciągnięcie ręki.
Na dole Indie.
Sprawdzam - ta w paski ma 100% bawełny, ale w sumie brzydka...
I Chiny odpadają.
Jedno wyciągnięcie ręki i Malezja czy Indonezja już będzie w moim władaniu.
Ale... ten szalik ma krzywe wykończenie. Malezja spada w rankingach.
Globalna wioska spogląda na mnie z wyrzutem oczami słabo opłacanych robotników.
Nie pamiętam już jaki to sklep. Czy H&M czy B&G, czy C&A...
Na jednej ścianie wisi cała kolekcja. Skarpetki, czapki, bluzki, spodnie... a każde z innego kraju - jak galeria widokówek z podrózy po egzotycznych fabrykach. Metki błyszczą jak znaczki pocztowe.
Stoję przed tekstylną mapą światowych możliwości dużej sieci handlowej.
Zapominam w jakim jestem mieście, bo to nie ma znaczenia.
Jestem obywatelem zunifikowanej ziemi niczyjej, pod protektoratem H&M, B&G, czy C&A...
niedziela, 7 listopada 2010
Moc przekazu
Wczoraj w sobotnich Wiadomosciach, czyli w porze o rewelacyjnej oglądalności, jednym z głównych newsów była informacja o przestępcy, który na fikcyjnych aukcjach internetowych "naciągnął" ludzi na kilkaset tysięcy złotych. Jego oszustwa trwały około trzech miesięcy... Oprócz informacji samej w sobie, Wiadomości dbające o "dobro obywateli" ostrzegły w jaki sposób zachować ostrożność kupując przez internet. Irytujące, że nie wspominając nazwy portalu aukcyjnego (mamy ich w Polsce przecież całe mnóstwo :):) ), w migawkach pojawiały się fragmenty z ceną i "Kup Teraz", zupełnie niepozwalające na identyfikację, że to Allegro... Ech...
Zastanawia mnie, w jaki sposób wpłynie to na obroty na aukcjach allegro. "Wiadomości TVP" to przecież moc autorytetu i widownia milionowa...
Nieważne, że w co trzecim niewirtualnym sklepie ceny bywają zawyżane bezpodstawnie, i że w osiedlowym warzywniaku Pan Z. notorycznie zapomina wydać reszty. Istotne jest to, że media mają władzę i mogą obrzydzić na przykład nietradycyjne sposoby kupowania.
Mogą niestety zrobić co chcą.
PS (z dnia 26 listopada): Ha, od czasu napisania tego powyżej, już dwa razy kupiłam coś na allegro :). Może jednak ten skutek uboczny zadziałał w zupełnie inną stronę...? Raczej jako przekorna zachęta?
Zastanawia mnie, w jaki sposób wpłynie to na obroty na aukcjach allegro. "Wiadomości TVP" to przecież moc autorytetu i widownia milionowa...
Nieważne, że w co trzecim niewirtualnym sklepie ceny bywają zawyżane bezpodstawnie, i że w osiedlowym warzywniaku Pan Z. notorycznie zapomina wydać reszty. Istotne jest to, że media mają władzę i mogą obrzydzić na przykład nietradycyjne sposoby kupowania.
Mogą niestety zrobić co chcą.
PS (z dnia 26 listopada): Ha, od czasu napisania tego powyżej, już dwa razy kupiłam coś na allegro :). Może jednak ten skutek uboczny zadziałał w zupełnie inną stronę...? Raczej jako przekorna zachęta?
niedziela, 29 sierpnia 2010
Głodna wrażeń
Doświadcz. Poczuj zanim skomentujesz.
Dziś nachodzą mnie różne myśli dotyczące głodu. Przyczyna niestety prozaiczna - prawie całe dwa dni nie mogę nic jeść z powodów medycznych. Ogólnie to źle znoszę głód, zawsze kręci mi się w głowie, mam mroczki. Ale dziś, kiedy jest intensywniejszy, próbuję znaleźć jakieś pocieszenie. Z pomocą przychodzi mi myślenie ewolucyjne. Skoro ludzie od tysięcy lat musieli zdobywać pożywienie, a nie paśli się na łąkach niczym bydło, muszą mieć jakieś pradawne przystosowanie do bycia głodnym, bo tak pewnie przez większość czasu się czuli. Wzmagało to ich zmysły, aby szybciej i skuteczniej namierzyć pokarm. Sprawiało, że energia, nie zużywana w dużej części na trawienie, mogła być wykorzystana w lepszym celu. Biegli tacy leciutcy za zwierzyną albo zauwazali na dalekim drzewie smaczne owoce... Z emocji w czasie poszukiwania jedzenia az nie czuli głodu :).
Wiem, że gdybym się teraz czymś porządnie zdenerwowała, przejęła, adrenalina zrobiłaby swoje i głód byłby nieodczuwalny.
Współcześnie, w społeczeństwach, gdzie jest dostateczna (lub nadmierna) ilość pożywienia, nie ma szans na krótką głodówkę, na oczyszczenie organizmu - przeeksploatowanego zakładu przeróbczego, w którym nie ma przerwy na konserwację linii...
Oferują je drogie kliniki jako luksus dla wybranych. Najlepiej połączone z masażem, aromaterapią i innymi przyjemnościami.
Z drugiej strony mędrcy wszelkich kultur i religii, wiedząc jak dobroczynny jest post, stosowali i zalecali go z korzyścią dla ciała i dla ducha. Podobno nieskrępowany niczym mózg umie wznosić się na jakieś wyżyny, wolne od fizjologii trawienia. Wtedy to odkrywa się uniwersalny porządek świata, najgłębsze prawdy o życiu...
Ale zamiast tego przypomina mi się jak zabawnie w swojej książce "Bar MacCarthiego" opisuje Pete MacCarthy post w czasie swojego pobytu w jednym z miejsc irlandzkich pielgrzymek - Lough Derg. Wspomina na przykład towarzyszy pielgrzymki, którzy z lubieżną miną snują na głos swoje fantazje kulinarne. Koniec końców jednak - efekt duchowy jest.
A ja, mimo dobrych chęci, zamiast lotu ponad przyziemność, mam ochotę zrobić szybki kurs za okno do sąsiadów na dół śladem aromatu i wygarnąć im dlaczego akurat dziś muszą gotować trzydaniowy obiad dla rodziny i wietrzyć to przez okno!!!
No! Ufff, pojawiło się troche adrenalinki i od razu mi lepiej....
Dziś nachodzą mnie różne myśli dotyczące głodu. Przyczyna niestety prozaiczna - prawie całe dwa dni nie mogę nic jeść z powodów medycznych. Ogólnie to źle znoszę głód, zawsze kręci mi się w głowie, mam mroczki. Ale dziś, kiedy jest intensywniejszy, próbuję znaleźć jakieś pocieszenie. Z pomocą przychodzi mi myślenie ewolucyjne. Skoro ludzie od tysięcy lat musieli zdobywać pożywienie, a nie paśli się na łąkach niczym bydło, muszą mieć jakieś pradawne przystosowanie do bycia głodnym, bo tak pewnie przez większość czasu się czuli. Wzmagało to ich zmysły, aby szybciej i skuteczniej namierzyć pokarm. Sprawiało, że energia, nie zużywana w dużej części na trawienie, mogła być wykorzystana w lepszym celu. Biegli tacy leciutcy za zwierzyną albo zauwazali na dalekim drzewie smaczne owoce... Z emocji w czasie poszukiwania jedzenia az nie czuli głodu :).
Wiem, że gdybym się teraz czymś porządnie zdenerwowała, przejęła, adrenalina zrobiłaby swoje i głód byłby nieodczuwalny.
Współcześnie, w społeczeństwach, gdzie jest dostateczna (lub nadmierna) ilość pożywienia, nie ma szans na krótką głodówkę, na oczyszczenie organizmu - przeeksploatowanego zakładu przeróbczego, w którym nie ma przerwy na konserwację linii...
Oferują je drogie kliniki jako luksus dla wybranych. Najlepiej połączone z masażem, aromaterapią i innymi przyjemnościami.
Z drugiej strony mędrcy wszelkich kultur i religii, wiedząc jak dobroczynny jest post, stosowali i zalecali go z korzyścią dla ciała i dla ducha. Podobno nieskrępowany niczym mózg umie wznosić się na jakieś wyżyny, wolne od fizjologii trawienia. Wtedy to odkrywa się uniwersalny porządek świata, najgłębsze prawdy o życiu...
Ale zamiast tego przypomina mi się jak zabawnie w swojej książce "Bar MacCarthiego" opisuje Pete MacCarthy post w czasie swojego pobytu w jednym z miejsc irlandzkich pielgrzymek - Lough Derg. Wspomina na przykład towarzyszy pielgrzymki, którzy z lubieżną miną snują na głos swoje fantazje kulinarne. Koniec końców jednak - efekt duchowy jest.
A ja, mimo dobrych chęci, zamiast lotu ponad przyziemność, mam ochotę zrobić szybki kurs za okno do sąsiadów na dół śladem aromatu i wygarnąć im dlaczego akurat dziś muszą gotować trzydaniowy obiad dla rodziny i wietrzyć to przez okno!!!
No! Ufff, pojawiło się troche adrenalinki i od razu mi lepiej....
Subskrybuj:
Posty (Atom)

